Sport.pl pyta: Widział Pan na pewno wypadek Lewisa. Jak to wyglądało z Pana perspektywy? Robert Kubica: Jak wypadek, w którym samochód uderza w opony.
Blog > Komentarze do wpisu

Nieeee! W F1 mistrz bez punktów!

Depesza: FIA zdecydowała o zmianie przepisów dotyczących punktacji w sezonie F1. Mistrzem świata zostanie nie kierowca z największą liczba punktów, ale ten, który wygra najwięcej wyścigów. Dalsze miejsca będą już od liczby zwycięstw niezależne, tu zadziałają "stare" punkty.

Jestem załamany.

To uległość wobec Bernie Ecclestona, który kilka miesięcy temu wydał z siebie opinię, że F1 może uratować tylko klasyfikacja medalowa. Zachęcał, że docenione zostaną zwycięstwa, a nie ciułanie punktów za czwarte miejsca, że kierowcy będą walczyć do końca o wygraną.

Nie zgadzam się. To system premiowania nawet niesprawiedliwy (na drugim miejscu nie będzie ten, który ma drugą najwyższą liczbę zwycięstw, ale ten z najwiekszą liczbą punktów), ale też pozbawiający F1 wielu emocji. Ktoś kto wygra w sezonie cztery razy, byłby zawsze przed tym w wyścigu po mistrzostwo, kto wygrał dwa razy. Nawet jeśli ten pierwszy żadnego wyscigu juz nie ukończył, a ten drugi był siedemnascie razy drugi.

Pisałem juz tu kiedyś, że emocje zagwarantuje przyznanie punktów wszystkim, żeby - tak jak to było w ostatnim wyścigu sezonu 2008 kiedy Hamilton wyrwał mistrzostwo Massie - decydował czasem jeden punkt. To co dziś usankcjonowała FIA jest de facto pomysłem Ecclestone'a, tyle że bez medali.

Urośnie przepaść między najlepszymi stajniami i tymi średnimi, w połowie sezonu w walce o mistrzostwo liczyć się będzie co najwyżej 2-3 kierowców, a nie - np. jak to było w 2008 r. taki "Kubica" z jednym tylko triumfem, ale regularnością i bezbłędnością.

Ktoś zakrzyknie, że dalsze miejsca będa równie ważne co teraz, bo przy równej liczbie zwycięstw...Że klasyfikacja konstruktorów oparta bedzie na punktach. Nie wierzę, że to ma sens, nie wierzę. Moim zdaniem to krok niweczący wszelkie starania, aby uatrakcyjnić walkę na torze, jeno premiowanie silnych, odbieranie matematycznymi sztuczkami szans ciut mniej silnym i nie mam tu na myśli Kubicy, który w 2009 r. może być przecież najsilniejszy.

PS: Zły, ale i tak będę z nimi oglądał F1.



wtorek, 17 marca 2009, bartosz.raj

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2009/03/17 16:18:28
Mam dokładnie te same odczucia i pański pomysł z honorowaniem wszystkich kierowców, którzy ukończą wyścig, wydaje się najrozsądniejsze. Przecież w przekroju całego sezonu liczyć się powinna regularność, a nie tylko liczba triumfów... Jedna z najgorszych decyzji ostatnich lat.
-
2009/03/17 16:56:25
Co za głupi pomysł FIA. Przecież to całkowicie popsuje rywalizację. Jest możliwa sytuacja, że któryś z kierowców na 3-4 wyscigi przed końcem będzie miał już tyle wygranych, że nawet nie będzie musiał już startować. Przecież to chore. W czasie kryzysu powinno się myśleć o uatrakcyjnieniu wyścigów!
Ja też jestem za pomysłem punktowania wszystkich, którzy ukończyli wyścig.
-
2009/03/17 17:05:47
Ciekawe co zrobi geniusz Berni jak mniej więcej w połowie sezonu będzie wiadomo kto jest mistrzem, co jest prawdopodobne i wcale nie niemożliwe. Zmieni zasady jak mu oglądalność spadnie? Każe się emocjonować klasyfikacją konstruktorów? Albo walką o zaszczytne drugie miejsce?
System punktowy ma swoje wady (mistrzem może być kierowca, który nie wygrał wyścigu), ale w nowy system nie jest ich pozbawiony (mistrzem zostaje ten, który wygrał dwa wyścigi i nie ukończył pozostałych).
Jak rewolucja to rewolucja, ja bym zrobił sumę czasów. Wówczas nie byłoby spokojnej i bezpiecznej jazdy byle zdobyć punkty, bo jadąc wolno można by było dużo stracić. Wówczas nawet jadąc na szarym końcu warto by pędzić jak najszybciej. W przypadku nie ukończenia wyścigu można by było zaliczać powiedzmy czas ostatniego plus jakieś karne sekundy. Mistrzem zostawałby kierowca, który najszybciej przejechał wszystkie okrążenia na wszystkich torach. A czy nie o to chodzi? O wyłonienie najszybszego?
-
2009/03/17 19:49:11
To jest farsa w mojej opinii. I jeszcze jedno: Team Orders - witamy ponownie! Wiadomo, że choć jest to zabronione to są używane do dziś. W tym sezonie będą używane nagminnie byle zapewnić zwycięstwo temu z 2 kierowców teamu, który ma więcej zwycięstw.
-
2009/03/17 19:53:18
Farsa to mało powiedziane, to jest jakiś dramat. Naprawdę, nie jestem wskazać nawet jednego argumentu przemawiającego za tym nowym systemem...
-
2009/03/17 20:38:50
Hahahahaha - Panie Bartoszu - ile razy Pan już na blogu zwiastował śmierć tego pomysłu?


Może Pan tworzyć tysiące nierealnych scenariuszy, ale pewne rzeczy się nie zdarzają (w każdym razie nie zdarzyły się jak dotąd). Nie będzie tak, że ktoś wygra 4 razy i nie dojedzie w pozostałych wyścigach, a kto inny będzie na drugim miejscu we wszystkich wyścigach. Zmiana, którą wprowadzono (patrząc na wszystkie poprzednie sezony) będzie miała znaczenie tylko dla dwójki / trójki najlepszych kierowców. W ten sposób wzrośnie wartość zwycięstwa, a spadnie wartość drugiego miejsca. Dzięki temu wreszcie zawodnik na drugim miejscu będzie pierwszym przegranym, a nie najlepszym ciułaczem.

-
2009/03/17 20:57:43
@wojtek.84

Wszystko to ładne i piękne, ale co to jest za sport, w którym inne zasady obowiązują jednego kierowcę a inne 19 pozostałych? Żeby nie wspomnieć o tym, że mu się bolid omsknie raz czy dwa i przestanie być tym uprzywilejowanym bo stanie się nim kompletnie ktoś inny, kto ma o to jedno zwycięstwo więcej a ten kto był do tej pory pierwszy spada ni z tego ni z owego załóżmy na ósme miejsce bo choć ma więcej zwycięstw ale ma mniej punktów niż zawodnik z miejsca siódmego? Wtedy sobie może swoje zwycięstwa o kant nie powiem czego potłuc bo nie zajmuje już miejsca uprzywilejowanego. Jeśli to nie jest nonsens, to ja już nie wiem co nim jest.
-
2009/03/17 21:15:36
Panie Wojtku - tak wielokrotnie krytykowałem pomysł wywyższania i tak najlepszych ponad przeciętność. Czuję w tym smród kumoterstwa i tyle. Wiele razy też przekonywałem, że najlepsze byłyby punkty dla wszystkich i cóż - nie wycofam się z tego. Nie rozumiem pana uwielbienia (ale je szanuję) dla potępienia rozsądnej jazdy "po drugie miejsce", ale OK, oby rzeczywiście moje "scenariusze" się nigdy nie urzeczywistniły. Na pewno pana zaciekawi, że jutro w GW w artykule na temat tejże rewolucji będzie tabelka, pokazująca jak wiele mistrzów F1 można by teraz uznać za "nie byłych", gdyby chcieć - a wielu chce - przykładać nowe przepisy do starych czasów. Smutne np. jest to, że pomysł zrodził się po przepięknym finiszu zeszłorocznego GP Brazylii i tym jednym punkciku uciułanym na ostatnim okrążeniu przez Lewisa Hamiltona, a dającego mistrzostwo w dramatycznych okolicznościach. Niektórzy uznali wtedy, że nie może być tak, że ciułacz - Hamilton - wygrywa z temperamentnym i zwycięskim w większej liczbie wyścigów Massą. W myśl nowych zasad Lewis mistrzostwo by przegrał. Tylko nikt nie pamięta, że oprócz zwycięstw, Massa zaliczał katastrofy - nie dojeżdżał do mety, kręcił bączki na Silverstone, wyjeżdżał za tor w Monaco. Osobiście życzyłem mu tytułu, ale czy równiejszy i zdeterminowany do samego końca, do niemal trzech zakrętów przed ostatnią metą, Hamilton na nie nie zasłużył?
PozdRaj
-
2009/03/18 11:57:21
Czy na prawdę potrafi Pan z całym przekonaniem powiedzieć, że Hamiltonowi należał się ten tytuł, a Massie nie? Można się czepiać Massy za to, że zaliczył wpadki, ale wypadałoby równocześnie przypomnieć o wpadkach Hamiltona, a były wybitne i jedyne w swoim rodzaju ;)

Tu nie ma żadnych matematycznych sztuczek... albo odwrotnie - matematyczne sztuczki są zawsze. Każdy system punktów będzie kogoś premiował. W starych dobrych czasach (1950-65) ;) o zwycięstwie między Hamiltonem a Massą zadecydowałyby punkty za najlepsze czasy okrążeń - wygrałby Massa. Potem - aż do 2002 zwyciężałby Massa!

Czy na prawdę potrafi Pan uzasadnić wyższość systemu 10-8-6... nad tymi, które istniały przez całą historię F1? Jeśli gdzieś mamy sprytną matematykę to teraz - od czasu kiedy Schumacher przekonał FIA, że trzeba promować ciułaczy, a "karać" zwycięzców, bo się robi nudno.

Jeśli chodzi o ostatnie pytanie - Hamilton zasłużył na zwycięstwo w sezonie 2009 bo zdobył więcej punktów wg obowiązującej punktacji. Nie ma żadnych innych zasług, które liczyłyby się do zwycięstwa w tym sezonie. Na pewno pokonanie jednego zakrętu w jednym wyścigu szybciej od kierowcy na niewłaściwych oponach nie jest zasługą. Pisanie o Hamiltonie "równiejszy" przy jednopunktowej różnicy jest bardzo trudne do udowodnienia... Tym bardziej jeśli pod koniec sezonu o tej "równości" zadecydował zaklinowany wąż do podawania paliwa...

Ciekawe, czy jest Pan w stanie przedstawić jakikolwiek system punktacji, którego nie da się nazwać matematycznymi sztuczkami ;)


@velvet_demon:
Jaki to sport... pomyślmy. Każdy olimpijski (klasyfikacja medalowa ustalana jest wg ilości 1., 2. , 3. miejsc - kolejno. Państwo z jednym tylko medalem (ale złotym) jest w klasyfikacji przed państwem z kilkunastoma medalami (bez złotego).

Proponuję, żebyś zrobił sobie symulację jak musiałyby się ustawić wyniki w wyścigach, żeby był możliwy spadek zawodnika, który ma najwięcej zwycięstw na siódme miejsce w punktach ;)

Możesz też sprawdzić to w historycznych wynikach - tak się nie dzieje...

Ciekawy jestem czemu jest tak, że wrogowie zmian zawsze wymyślają jakieś hipotetyczne możliwości. Z braku argumentów? Przecież wystarczy prześledzić poprzednie 10, 20, 30 czy 40 lat i sprawdzić jak wielkie niesprawiedliwości by miały miejsce ;)
-
2009/03/19 14:49:18
@wojtek.84

Wiem, że pojawienie się takiej sytuacji jest praktycznie niemożliwe co nie zmienia sensu całości. A klasyfikacja medalowa to jednak nie to samo co klasyfikacja po zawodach w jednym, konkretnym sporcie czyż nie? Druga sprawa nie bardzo wyobrażam sobie w jaki sposób ma to niby uatrakcyjnić wyścigi skoro w tym momencie mało interesujące staje się kto przyjedzie 2 czy 3? Skoro liczy się tylko zwycięzca i on bierze wszystko, mocno wygląda na to, że reszta kierowców będzie robić tam za towarzystwo na popołudniowej herbatce. Liczy się tylko wyprzedzenie 1? No to po co się spinać i wyprzedzać np. 5? Bo kierowcy mają się ścigać i mają szybkość w genach? Do tej pory tez mieli ale chyba ktoś w FIA to przeoczył. Tyle że wcześniej chłopaki ścigali się o coś a w tym systemie ścigają się o pietruszkę. Zastanawiam się też w jaki sposób ma to zmniejszyć odstępy pomiędzy najsilniejszymi i najsłabszymi zespołami? Po to się chyba zmienia regulacje techniczne co zostało zrobione a nie grzebie przy systemie punktowym. Teraz jedno czy dwa zwycięstwa i dobra jazda przez resztę sezonu nic nie daje. Jest to zwykłe promowanie kierowców, którzy mają do dyspozycji najmocniejszy bolid i tyle. Reszta może sobie z miejsca dać spokój, bo są na z góry straconej pozycji. Zapomnijmy o Vettelach czy Kubicach, którzy mogli myśleć o mistrzostwie nawet przy końcu sezonu dzięki swojej stałej, bezbłędnej jedzie. Nie masz dobrego bolidu to sobie możesz nawet na rzęsach stawać, bo jesteś nikim. W ten sposób nie promuje się utalentowanych kierowców tylko najsilniejszy w stawce zespół. Może się mylę, ale chyba nie o to chodziło hm? I nie, nie jestem przeciwnikiem zmian. Jestem przeciwnikiem głupich zmian. Ta jest głupia. Zwłaszcza jeśli jest li tylko wynikiem walki o władzę a na to bardzo mocno wygląda.
Reklama na blogach - Blogvertising.pl