Sport.pl pyta: Widział Pan na pewno wypadek Lewisa. Jak to wyglądało z Pana perspektywy? Robert Kubica: Jak wypadek, w którym samochód uderza w opony.
Kategorie: Wszystkie | Euro | F1 | MŚ 2010 | Piłka Nożna | Tenis
RSS
niedziela, 30 marca 2014

Tak jak można się było spodziewać, dwóch największych pechowców z Australii stanęło na podium w Malezji i jeśli miałbym pobawić się w proroka, to w Bahrajnie za tydzień podium może mieć identyczny skład osobowy.
Szkoda pierwszego wyścigu, bo trochę zamazuje obraz. Vettel nie jest aż tak daleko za Mercedesami, żeby nie być w czwórce klasyfikacji generalnej, McLareny i Williamsy co pokazał dzisiejszy wyścig jeszcze od bolidów Hamiltona i Red Bulla sporo dzieli. I choć na wielkie przetasowania w czołówce można pewnie będzie liczyć dopiero za miesiąc, dwa (dziś świetne tempo w II części wyścigu Alonso, wciąż pechowy Ricciardo), to już chyba wiadomo, że największe szanse na końcową rozgrywkę mają właśnie Hamilton i Vettel. Ciekawe, czy miesiąc wakacji pozwoli Niemcowi (i jego zespołowi) tylko zniwelować stratę do Mercedesa, czy znów odskoczyć rywalom.

A tymczasem wciąż z wypiekami na japie, cieszę się, że F1 w tym sezonie zaczyna się w tak ciekawy dla mnie sposób.

Hamilton wystartował jak torpeda i nie oddał prowadzenia



niedziela, 29 grudnia 2013

Gdy patrzę na komentarze pod mnóstwem filmików o karierze i sukcesach Michaela Schumachera, nie mogę oprzeć się myśli, że był świadkiem tragedii Senny, że od tamtej pory nikt w F1 nie zginął i nie zginie i dziś, ale człowiek legenda tego sportu walczy o życie. Wylew krwi do mózgu po wypadku na nartach, stan krytyczny. Wierzę, że tak jak swoją walką zaraził mnie pasją do emocji w F1, tak teraz wyjdzie zwycięsko.

Wierzę, że jako żywa legenda będzie śledził pogoń za sobą i swoimi rekordami Sebastiana Vettela. Tak dużo o obu ostatnio pisałem. Tak często ich porównywałem. Niektóre jego osiągnięcia wydają się nie do pobicia, te które Vettel pobije, niech robi to przy owacji ze strony wielkiego mistrza F1. Walcz Michael.

Rekordy Schumachera, których Vettel jeszcze nie ma.

- 7 tytułów mistrzowskich zdobył Schumacher, dwa mniej Fangio. Vettel ma 4, tyle co Prost, więcej niż m.in. Senna (3), Niki Lauda (3), czy Ascari (2). Rekord do pobicia najwcześniej w 2017 r.

- 91 wygranych wyścigów ma Schumacher. Vettel (39) ściga też Sennę (41) i Prosta (51). W tym sezonie wyprzedził Alonso (32). Obecny mistrz może pobić rekord najwcześniej w 2016 r.

- Aż 155 razy na podium stawał Schumacher. Vettel w tej klasyfikacji jest 8. z 62 miejscami w „trójce”. Przed nim m.in. aktualni rywale Raikkonen (94) i Alonso (77). Tu lat pościgu jest najwięcej - minimum 5.

- 68 Pole Position zdobywał Schumacher, Senna 65, Vettel 45. W 2014 r. pobić idola się jeszcze nie uda.

PS. W grudniu dostałem od Mikołaja grę F1. Chciałem wersję z Kubicą, z roku 2010. Jeszcze ani razu nie pokonałem w niej ani Kubicy, ani Schumachera.

22:38, bartosz.raj , F1
Link Komentarze (238) »
poniedziałek, 18 listopada 2013
F1. Raj: To sezon historyczny, a nie nudny. Mam dość jęków



sobota, 16 listopada 2013

Webberowi musi zależeć na pożegnalnym zwycięstwie w F1. Ma ku temu już tylko dwie okazje - w niedzielę w USA i za tydzień w Brazylii. Dziś jeździł kosmicznie. Nie wystarczyło na kosmitę. Vettel zdobył PP i jest bliski nieziemskiego rekordu A. Ascariego. Choćby jedna wygrana Webbera ten plan zniweczy. Jak dodamy pasjonującą walkę o P2 również wśród konstruktorów, robi się naprawdę ciekawie.

"Zwycięstwo Vettelowi może odebrać jedynie jego kolega z zespołu"



niedziela, 10 listopada 2013

Oficjalnie Kimi Raikkonen cierpiał katusze. Nie mógł spać bez silnych środków przeciwbólowych. Na dwa wyścigi przed końcem sezonu F1 były mistrz świata zdecydował się ujawnić, że pęknięte tuż przy kręgosłupie żebro wymaga natychmiastowej operacji. Tylko, że to co oficjalne w F1 nie zawsze jest prawdziwe.

Fin nie pojedzie bolidem za tydzień w Austin w Grand Prix USA ani podczas kończącego cykl wyścigu w Brazylii (24 listopada). Po operacji czeka go co najmniej miesięczna rehabilitacja a później już treningi w nowym zespole - wszak od kilku miesięcy wiemy, że Raikkonen żegna się z Lotusem i przechodzi do Ferrari, gdzie u boku Fernando Alonso postara się odzyskać tytuł w 2014 r.

Pożegnanie to zaczyna wyglądać na najpaskudniejszą historię tego sezonu. Nie śmiem podejrzewać Kimiego o symulowanie, nie śmiem zarzucać, że na zabieg byłby czas po sezonie. Nie jestem żebrem kierowcy F1 by wiedzieć, czy wytrzymam obciążenia dwóch kolejnych wyścigów czy nie. Jednak atmosfera w jakiej trzeci kierowca klasyfikacji generalnej decyduje się na zakończenie sezonu u wielu komentatorów budzi wątpliwości. Bo chodzić może nie tylko o uraz, ale też o pieniądze, a kiedy do pieniędzy dochodzi jeszcze żądza zemsty, tolerancja na ból może się znacznie obniżyć. Tym bardziej, że sam zainteresowany dał powody by podejrzewać go o nieładną grę.

 

Z niesmakiem przypominam, że Lotus obok oficjalnych zapewnień o profesjonalnym rozstaniu pożegnał Kimiego również niewybrednym rysunkiem na profilu twitterowym. Króliczek z tyłu napadł w celach rozrodczych na innego króliczka, mało z tej roli zadowolonego. Podpis brzmiał: „Boli!”. Wszyscy domyślili się, że Lotus czuje się wykorzystany, tym bardziej, że robił wiele by dać Raikkonenowi maszynę godną mistrza. Ten jednak nie pozostał dłużny. Kilka tygodni temu wypalił, że Lotus mu nie płaci od początku sezonu. Konkretnie nie dostał ani jednego euro z obiecanych kontraktem ok. 15 mln. Raikkonena wsparł szef F1 Bernie Ecclestone, który zauważył, że kierowcom należy się zapłata za wykonaną pracę i już. Nikt nie dociekał, czy owe miliony euro nie miały być czasem wypłacone po zakończeniu sezonu. Pojawiły się za to plotki, że to nieładne zagranie ze strony zespołu, który w ten sposób odwdzięcza się swojemu kierowcy za ucieczkę do konkurentów z Ferrari. Ale Kimi to przebił. Zaczął szantażować zespół, że nie pojedzie w dwóch ostatnich wyścigach.


Szantaż to bardzo celny, gdyż zemsta kierowcy również może być liczona w milionach euro. Kimi mimo operacji może utrzymać trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata kierowców, strata czwartego Lewisa Hamiltona z Mercedesa wydaje się nie do odrobienia. Ale brak Kimiego na pewno grzebie jakiekolwiek marzenia Lotusa o podium konstruktorów. Jeszcze przed weekendem i przed decyzją Raikkonena szef teamu Eric Boullier zapewniał: - Kimi? Wiemy co się stanie po sezonie, ale też wiemy, że mamy przed sobą jeszcze dwa wyścigi. Musimy zdać sobie sprawę, że póki jest matematyczna szansa na P2 to musimy zrobić wszystko by o to walczyć. Co prawda marzenie to zakłada, że Red Bull przestanie wygrywać, ale mimo wszystko nie odpuścimy.


Teraz to zadanie zdaje się już niewykonalne. Na dwa ostatnie wyścigi w bolidzie Kimiego Raikkonena zasiądzie ktoś od niego słabszy, ktoś kto nie pracował przez cały sezon nad każdą śrubką w kokpicie, ktoś kto dostanie wielką szansę zaistnienia w F1, ale nie zagwarantuje wielu punktów. W najlepszym wypadku będzie to któryś z kierowców testowych Lotusa, może wielkie nazwisko wyścigowe Nicolas Prost? Ale nawet gdyby - pozwolę sobie na ten żart - był to kończący udany sezon rajdowy Robert Kubica, który wróciłby w ten sposób do Lotusa, to i tak team Bouliera musi pogodzić się ze stratami finansowymi. Obok 15 mln euro dla Raikkonena musi przełknąć jeszcze ucieczkę co najmniej kilkunastu kolejnych milionów przyznawanych za zajęcie wyższego niż czwarte miejsca w klasyfikacji generalnej.

środa, 06 listopada 2013
Każdy widz też mówi to samo - trailery pokazują zdecydowanie lepsze oblicze filmów. W przypadku "Rush" moje nadzieje się spełniły. Historia rywalizacji Nikiego Laudy i Jamesa Hunta rozpala, wreszcie można obejrzeć niezłe kino o F1.

Reżyseria: Ron Howard - zdobywca Oscara, autor hollywoodzkich hitów "Apollo 13", "Piękny umysł", "Kod da Vinci". Scenariusz: Peter Morgan - nominowany do Oscara, współtwórca m.in. filmów "Frost/Nixon" i "Królowej". Obaj zagwarantowali obrazowi "Rush" - polski tytuł "Wyścig" - będzie sukces?

Wyścig - zwiastun

Oczekiwana z ogromnym zainteresowaniem, które już dzisiaj widać w dziesiątkach publikacji i wypowiedziach samych kierowców F1, historia rywalizacji Nikiego Laudy i Jamesa Hunta jest tak pasjonująca, że niemal nie do zepsucia. A jednak do dziś tematy w stylu true story nie chwytały. Dokument "Senna" - bez cienia fabularyzacji, a jedynie z interpretacją faktów - niósł wielką dawkę emocji właśnie dlatego, że był dokumentem, a nie koloryzującym filmem o bezpardonowej walce najsłynniejszego kierowcy F1 z największym rywalem, żeby nie rzec wrogiem - Alainem Prostem. Dokumentem, który kończył się na śmierci Senny w Williamsie.

"Wyścig", który od 8 listopada można zobaczyć w polskich kinach, również chwyta mocnymi cytatami: "Każdy kierowca mówi sobie to samo - śmierć przydarza się innym". Już trailer karmił nas pięknie obrazującymi charaktery bohaterów słowami: "James to wariat, Niki to geniusz". Sekwencja niesamowitych zdjęć z deszczowego startu, narastające napięcie konkurujących ze sobą kierowców F1, wypadek Laudy. W wyraźnym tle kobieta, ale tym razem niepsująca głównej fabuły, którą jest adrenalina i dramat. I powrót mistrza do rywalizacji. Taki był trailer. A film?

Widziałem wczoraj. Jak dla mnie zbyt dużo pokazywania, że Hunt był playboyem a Lauda zimnym "dupkiem". Wybaczcie, ale kobiety mogłyby w tym filmie zniknąć, gdyby nie dwie sceny - wyjście Laudy z bolidu podczas deszczowego GP Japonii na Fuji. W domyśle - dla kobiety stracił szansę na mistrzostwo. I ta kiedy się poznają i Włosi zatrzymują się na autostop dla niego, a nie dla niej. Sceny z toru - super. Nagłośnienie - chyba specjalnie - zatykać trzeba uszy. Wypadek - odwzorowany fantastycznie. Napięcie podczas wyścigów - ogromne. Dowcipne przedstawienie konkurujących kierowców - fenomenalne. Sceny ze szpitala z Laudą - koszmarne (realistyczne).

Fakty? Jest sezon 1975 r. Lauda jest nie do zatrzymania. Tragedia przytrafia się podczas GP Niemiec na słynnym Nürburgring. Kierowca Ferrari rozbija się o bandę, w jego bolid wjeżdża Brett Lunger. Uwięziony we wraku płonie. Cudem uchodzi z życiem, ratują go inni kierowcy. Wraca na tor po sześciu tygodniach. Pod jego nieobecność Hunt z McLaren odrabia straty w klasyfikacji generalnej. Obaj w deszczowym wyścigu o GP Japonii rywalizują o tytuł. Pamiętacie, jak wiele złych emocji targało Senną i Prostem, rozbijającymi się nawzajem i wypychającymi z toru właśnie w Japonii? Ale to chyba nie będzie spoiler, jeśli napiszę, że Hunt zdobył mistrzostwo jednym punktem nie do końca wierząc, że mu się udało (świetne sceny oczekiwania na werdykt, na którym jest miejscu).

Daniel Bruhl ("Bękarty wojny" - snajper, bohater hitlerowców) i Chris Hemsworth ("Avengers") zadanie postawione w filmie wykonali wzorowo. Dla mnie Bruhl w roli Laudy jest lepszy niż szkopski snajper w "Bękartach". Ale mam świadomość, że cała historia, która mnie rzeczywiście wcisnęła w fotel, może być nużąca dla osób, które F1 i wyścigi mają gdzieś. Ale muszą mieć je kompletnie gdzieś. Mam dowód - narzeczona, która znosi moje śledzenie F1 bawiła się świetnie. Zatem polecam!

PS: Dla mnie najfajniejsze oglądanie samochodów z epoki, tych wszystkich naklejek, sześciokołowców, 30 sekundowych pit-stopów, przerabiania aut bez zasad, by wycisnąć 500 koni.

sobota, 02 listopada 2013

Choć jak czytam komentarze pod tym wideo, to jednak nie wszyscy. Zabawne, że to najbardziej z całego nagrania utknęło w pamięci - "cały świt kibicuje Webberowi". Może przez tytuł. Dla mnie najważniejsze - walka o drugie miejsce ind. i con. Alonso musi się wziąć w garść.

GP Abu Zabi. "Cały świat kibicuje Webberowi, jest na dobrej drodze do zwycięstwa"



23:15, bartosz.raj , F1
Link Komentarze (21) »
niedziela, 27 października 2013

Wielki kierowca. Wspaniały zespół. Bolid cacko. Ten facet - mówię o Vettelu - jeszcze przed 30-tką będzie śrubował rekord wszech czasów w F1. Tylko tak Niemiec jest w stanie uciszyć narastające buczenie prawdopodobnie tylko tych, którzy swoje zainteresowanie F1 uzależniają od tego czy jest, czy nie jest w niej nudno. Otóż mili moi wybrzydzający na elitę wyścigów - możliwość co tydzień, dwa czy trzy obcowania z żywą legendą, jednym z trzech ludzi na świecie którzy dokonali rzeczy historycznych, nie jest nudne. Nie dla prawdziwych kibiców F1.

PS. Kubica - jesteś niesamowity!

PS2. Zielona F1 w 2014 - nie mogę się doczekać.

GP Indii. Czwarte mistrzostwo Vettela z rzędu! "Sprzężenia zimnego profesjonalisty z maszyną cackiem"



19:07, bartosz.raj , F1
Link Komentarze (65) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 97
Reklama na blogach - Blogvertising.pl