Ostatnie notki
|
sobota, 21 listopada 2009
A co jeśli 13 grudnia Ghosn wyjdzie z zarządu Renault i powie: - Niestety, nie damy rady, wycofujemy zespół z F1. Przepraszamy Cię Robert, możesz sobie iść gdzie chcesz? Takie pytanie zapewne zadali sobie autorzy w Auto Moto und Sport, kiedy wsadzili Kubicę do bolidu Brawn GP, od przyszłego roku zapewne Mercedes GP. Oj wsadzili i to tak prawie bez możliwości odwołania. Po nich podchwyciły wieść o możliwym transferze Polaka do Mercedesa, nazywanego już nie inaczej tylko trzecią potęgą po McLarenie i Ferrari, wszystkie mniej lub bardziej plotkarskie serwisy francuskie, skumulowane w esensji jaką jest F1-stream.fr. Po nich cała reszta. Przeczytajcie, chociażby tutaj. I poszło. Ile w tym jest prawdy, ile pobożnych życzeń, a ile zwykłej plotki? Nie czuję się mocny aby rozstrzygać, zatem postaram się w kilku punktach przedstawić fakty:
1) Kubica ma kontrakt z Renault prawdopodobnie do 2011-12 roku. 5) To prawda, że ludzie Mercedesa cenią Polaka. Tak jak ludzie McLarena, Ferrari, BMW i Renault. Miał z nimi już jakiś kontakt w 2004 r. podczas startów w niższej lidze formułowej. Potem poszedł do Renault Series i to z tym zespołem (poza oczywiście BMW Sauber) wiąże go najwięcej. Kubica w McLarenie Mercedesie w 2010 roku? W 2011? Na razie trudno wyciągnąć daleko idące wnioski. Na pewno agent Polaka szuka alternatyw, gdyby Renault się rozpadło, na pewno o tym co będzie robił wie doskonale Kubica. 13 grudnia - ta data pozwoli nam uszczknąć ciut z tej wiedzy. Na razie bliżej jest termin ustalony przez Montagny - do końca miesiąca Francuzi mieli mu dać odpowiedź czy pojeździ z Kubicą w F1. Emocje będą zatem dawkowane.
Ojca Raj: Jasna cholera, siedziały wciśnięte w pudło przy samej kasie...
piątek, 20 listopada 2009
Wiele pojawia się opinii, że w meczu na takim szczeblu, międzypaństwowym, decydującym o awansie na mundial, gapiostwo sędziego nie powinno rozstrzygać o wyniku. Że mecz Francji z Irlandią powinien być powtórzony, że ręka Henry'ego i jego bezczelne przyznanie się do faulu wyczerpuje argumenty za stworzeniem takiego precedensu - trzeciego barażu o awans. Otóż dobrze, że FIFA nie uległa temu jazgotowi. Tak jak nie mogę się nadziwić uporowi tej organizacji przed wprowadzeniem powtórek wideo, tak absolutnie rozumiem argumentację, że taki precedens mógłby rozwalić rozgrywki piłkarskie na całym świecie. Gdyż w myśl podstawowej idei FIFA wszystkie zawody mają być równe (argument przeciw drogiemu systemowi wideo...) a więc nie tylko w międzynarodowych, ale też w dzisiejszym meczu Legia-Polonia, gdyby była podobna jak na Saint-Denis sytuacja, pokrzywdzony klub mógłby jutro słać wniosek o powtórzenie spotkania. Na poważnie - nie mogło być mowy o precedensie. Jeśli zgadzamy się na powtórki meczów po takich decyzjach/błędach sędziowskich, to musi być to zapisane prosto, klarownie i bez luk wykonawczych w przepisach FIFA. I dopiero jak takie przepisy powstaną i będą podparte zapisem wideo, można robić precedensy i powtarzać mecz. Azjatycki wyjątek Uzbekistan-Bahrajn był błędem FIFA w mojej opinii. Już wtedy furtka niebezpiecznie się otworzyła. Jedyne co tłumaczy tamten precedens to fakt, że sędzia wiedząc o wydarzeniu podjął złą decyzję wykazując się brakiem znajomości przepisów, a nie po prostu się zagapił. Czyli jakby np. w meczu Francja - Irlandia widząc rękę Henry'ego arbiter podyktował jedenastkę dla Irlandii...
Ojca Raj: W czym koty są nawet gorsze od dzieci?
czwartek, 19 listopada 2009
Luca di Montezemolo: - Mam przecież inną pracę, nie mogę robić wszystkiego. Do końca roku zrzeknę się prezydentury w FOTA.
W strukturach pozostają jeszcze Ross Brawn i Martin Whitmash, którzy piastowali tam role podobne do zarządu. Czy któryś z nich stanie na czele FOTA? A po co? FOTA narodziła się w miarę spontanicznie dla konkretnego celu - walki z pomysłami Maxa Mosleya i obrony budżetów. Bogaci pragnęli wciąż móc wydawać tyle, ile chcieli na rozwój bolidów, nie zgadzali się na czapę na wydatkach. Wiele zyskali, choć kryzys globalny zrobił swoje. Budżety będą niższe, ale nie tak drastycznie jak wymarzył sobie pierwotnie Mosley. Jego zresztą już nie ma w FIA, po co ma dalej istnieć FOTA? Nie ma powodu na istnienie FOTA, to twór sztuczny i nieprzydatny, nie chronił zespołów, nie stawał w obronie ich interesów, nie bronił. Szumne zapowiedzi o pomocy dla BMW czy Toyoty skończyły się szumnymi zapowiedziami, zresztą od początku było wiadomo, że McLaren, Ferrari, czy Brawn nie mają powodów, żeby wyciągać z tarapatów Toyotę. Po co? Ostatnim członkiem FOTA będzie Campos, inni nowi USF1, Manor czy Lotus dotąd nie czuli potrzeby zgłoszenia akcesu. Ja też nie widzę. Krótki żywot organizacji, wokół której skupiałem na jej starcie - przyznaję - spore nadzieje na uporządkowanie rywalizacji/przepisów w F1, dobiega końca.
Ojca Raj: W czym koty są nawet gorsze od dzieci? Według Steve'ego Robertsona menadżera Kimiego Raikkonena kierowca może jeszcze zostać w F1, choć wciąż najbardziej prawdopodobny scenariusz to roczny urlop, a potem powrót na szczyt w silnym teamie. Cytuje go m.in portal F1.pl: To jest Formuła 1. Jeżeli oni mogą nam zaoferować kontrakt i przekonać nas, że są w stanie zapewnić Kimiemu samochód, którym mógłby powalczyć o tytuł, to nie mówimy nie. Zawsze jest szansa. "Oni" to Brawn GP (Mercedes GP). Zespół, który zyskał potężnego właściciela (ponad 75 proc. akcji jak dobrze pamiętam) i stracili mistrza świata - Jensona Buttona na rzecz McLarena, bo nie mieli dla niego dość pieniędzy. Wtedy. Teraz, jak piszą wszyscy niemal komentatorzy brytyjscy, Brawn GP z Mercedesem zyskał potężne muskuły. I chce mieć silnego kierowcę już na 2010 rok. Jednocześnie szefostwo Mercedesa już tak wiele razy zparzeczało, że stworzy team narodowy ("nie jesteśmy koncernem narodowym, lecz globalnym"), że stawianie wszystkich pieniędzy na duet Rosberg-Heidfeld nie musi być najlepszym rozwiązaniem. I tu pojawia się Kimi. W Mercedesie stworzyłby bardziej fińsko-niemiecki duet, silny kierowca, utytułowany, zagwarantowałby Brawnowi GP miejsce w najlepszej trójce F1 obok McLarena i Ferrari na wiele, wiele lat. Z Rossem Brawnem i Mercedesem to bardzo możliwe. Ale to tylko dywagacje. Czy Kimi rzeczywiście wybiera się do Mercedesa, czy mówiąc: McLaren albo nic - zagalopował się? Na koniec rozmowa z Times Online, polecam tym fragmentem: In the long run the team will be looking to hire the very best drivers. It will come as no surprise to see the likes of Sebastian Vettel in a Mercedes car in 2012 and maybe even Lewis Hamilton could end up there, although Ferrari is another long-term option for Lewis.
Ojca Raj: Panika, grypa i jeszcze hamulce puściły. Myślałem, że je... Może nie Francji, może tylko Henry'ego? Może to naganne przeklinać Francję, kiedy zgrzeszył jeden niewątpliwie wielki piłkarz - mistrz świata i Europy? A może właśnie dlatego zgrzeszył - przekonany o swej wielkości i bezkarności? Tych pytań jest więcej (np. kto z nas by rękę cofnął?).
Dość już, womitować się chce, choć zapewne za kilka lat będzie się o tym mówić jak o legendzie futbolu, porównywać dwie ręki - Diego i Thierry'ego. Francja uniknęła przykrości jak odpadnięcie niegdyś u siebie z Bułgarią, weszła do mundialu dosłownie "po trupach". Niemniej komentarz dziennikarzy, ta wielka radość przeradzająca się w pełne jednak wstydu "uwaga, uwaga, uwaga, olalala..." Dlatego dużo łatwiej cieszyć się z sukcesu Słoweńców, którzy sprawili największą niespodziankę baraży eliminując Rosję Hiddinka. Kilkanaście miesięcy temu moje drogie "Z Czuba", relacjonowało w ten sposób losowanie grup el. MŚ: 17:18 Kapitalnie! Pasuje, prawda?
Ojca Raj: Panika, grypa i jeszcze hamulce puściły. Myślałem, że je...
środa, 18 listopada 2009
Przewidziałem we wtorek wizję F1 bez Kimiego (co oczywiście jakoś specjalnie trudne nie było) boję się, że jeszcze wykraczę rozbrat z bolidem drugiego Fina - Kovalainena. Klocki zaczynają do siebie pasować. Kovalainen z McLarena może się udać już tylko w cztery miejsca: W sumie w tej wyliczance przekroczyłem 50 proc., ale wciąż najwięcej wskazuje na rozbrat także Kovalainena z F1. Brak obu Finów - to byłoby bardzo smutne wydarzenie, bo są kierowcami świetnymi (mistrz świata, triumfator wyścigu) i w mojej ocenie świat F1 może na tym tylko stracić. A wy jak myślicie - Raikonen wróci, Kovalainen się utrzyma? I gdzie zatem?
Ojca Raj: Panika, grypa i jeszcze hamulce puściły. Myślałem, że je...
wtorek, 17 listopada 2009
Czy możemy sobie to wyobrazić? Cóż, wraz z kolejnymi zapełniającymi się polami w tym transferowym puzzle, coraz mniej dziur pasuje do kształtów Kimiego Raikkonena i Heikki Kovalainena. Rzecz dość dla mnie niezwykła, gdyż obaj ci kierowcy nie padają właśnie ofiarą własnej przeciętności, ale sytuacji ogólniejszej - kryzysu, zmian właścicielskich, sponsorskich.
Kimi Raikkonen dość gładko pożegnał się z Ferrari licząc na kontrakt w McLarenie. Tu jednak doszło do sytuacji niezwykłej, przygarnięcia aktualnego mistrza świata, jak twierdzę, na pomagiera Lewisa Hamiltona. Miał McLaren mieć dwóch mistrzów i ma. Przy czym Jenson Button, z całym dla niego zasłużonym szacunkiem, jest kierowcą bardziej kontrolowalnym i tańszym od Kimiego. Padło już w komentarzach na tym blogu hasło "w sezonie 2009 wygrał tytuł nie Button, a jego samochód". Dużo w tym prawdy. No i na koniec: jest Brytyjczykiem. Mógłby Kimi pójść do Brawna, gdzie stworzyłby może nie niemiecki - jak chce tego Mercedes - ale fińsko-niemiecki duet z Rosbergiem. Mógłby, gdyby znów nie kwestie finansowo-narodowe. Jeśli prawdą jest, że F1 zmierza do teamów quasi-państwowych, Brawn zatrudni do Rosberga Nicka Heidfelda. Miejsca dla Kimiego wtedy brak. Nie ma też etatów w Williamsie (Barrichello, Hulkenberg), Red Bullu (Vettel, Webber), ba nawet w Manorze, który ściągnął Glocka i być może Di Grassiego. Campos już się porozmiał z Senną, USF1 chyba wciąż nie zamierza startować w F1. Zostaje Renault, Force India i Lotus. OSauberze nie wspominam, nie biorąc ich pod uwagę, póki nie są teamem F1. Renault z Kubicą odpada. Po pierwsze dlatego, że team szukający byle jakich 30 mln euro na start w F1 nie będzie tej granicy przeciągał do 40-50 mln chcąc mieć jeszcze Raikkonena. Trzymam się też teorii, wedle której Renault nie zatrudni ponownie swoich byłych pracowników Kovalainena i Trullego. I z maniakalną konsekwencją wsłuchuję się w słowa Francka Montagny, który w Radio Canada powiedział chyba więcej niż na ten czas mógł - moim zdaniem to on będzie partnerował Polakowi. Lotus? Potężny sponsor (rząd malezyjski i konsorcjum kontrolowanych przezeń firm) zapewnia właścicielom spokojny czas na przygotowania. Szef Lotusa stwerdził, że nie interesują go młodzi gniewni bez doświadczenia. Pojawiły się zatem od razu trzy nazwiska Trulli, Villeneuve i Raikkonen. Z tej trójki Kanadyjczyk jest samobójstwem po trzech latach poza F1. A co w takim razie z Kovalainenem? Zostaje ktoś nowy, lub nieobliczalne Force India, które jednak nie wydaje się mieć ochoty na jakieś większe zmiany (Sutil, Luzzi). Z tej uładanki coraz mocniej wynika, że obaj Finowie z całego tego zamieszania mogą wypaść nawet poza świat F1. Dla niej z wielką stratą, nie sądzicie?
OjcaRaj: Panika, grypa i jeszcze hamulce puściły. Myślałem, że je... Nie mam wątpliwości, że za decyzją Jensona Buttona stoją głównie pieniądze. W Brawn GP od dawna się mówiło, że na podwyżkę nie ma co liczyć, w McLarenie - przynajmniej jak doniósł Guardian - może się cieszyć z podwójnej.
Czy podwyżka zrekompensuje Buttonowi upokorzenie sportowe? Bo czy ma ktoś wątpliwości, że w wyścigu o miano numeru 1 jest w stanie wygrać z Lewisem Hamiltonem?
Nie - McLaren nie może sobie pozwolić na taką powtórkę z historii. Button dostał mnóstwo kasy, żeby siedzieć cicho i robić swoje, czytaj pracować na mistrzostwo świata dla Hamiltona. To ciekawa sytuacja - czempion w roli pomocnika. Możliwe tylko w F1. PS: O Glocku w Manorze - mimo, że to dotyczy bezpośrednio Kubicy - później. Teraz słowo tylko jedno - przyszłość Montagny'ego klaruje się coraz wyraźniej.
PS: Gdy zastąpiła pędzącego żuka, skaczącą wiewiórą, to bliżej mi do bankructwa... | ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||