Wpisy z tagiem: Brawn

sobota, 06 lutego 2010

Ze zdumieniem i niedowierzając obserwuję dyskusje, które toczą się przy okazji zmiany przepisów dotyczących nie tylko samej jazdy w F1, ale też punktacji. Oto grono wyścigowe, zaślepione swoimi interesami, podzieliło się na dwie grupy - jedni chcą za wszelką cenę uatrakcyjnić zawody doprowadzając do licznych i niekoniecznie sensownych wyprzedzeń, drudzy bronią magii strategii, sprowadzając rywalizację na torze do matematycznych wyliczeń ułamków sekund i kropli paliwa.

Stąd naradzają się pomysły absurdalne, choć praktykowane w niektórych seriach wyścigowych, co dla mnie akurat argumentem nie jest, bo po to F1 jest Formułą One, żeby schematom się wyrywać.
Na przykład wprowadzenie na torze skrótów. Obłędna argumentacja jest taka, że kierowca mogąc tak wyprzedzać, zmieniłby diametralnie sytuację na torze, a przez to wzrastały emocje, etc. Kojarzy mi się to z grami komputerowymi, gdzie niewyuczony jeszcze gracz chcąc podbudować swoje morale daje "na skuśkę" i zadowolony dojeżdża na metę, obiecując sobie, że jak poprawi umiejętności, to ze skrótu korzystać nie będzie. Chore. Zamieszanie na pewno będzie, ale pozorne, bo jak wszyscy wszystkich skrótem machną, to i tak na ostatniej prostej wszystko wróci do normy - czytaj: po chwilowej niewiedzy kto prowadzi a kto jest ostatni bolidy ustawią się tak jak przed skrótami.

A ci, co z wyprzedzaniem bawić się nie potrzebują dbają o strategię. Np. Ross Brawn, kierujący Mercedesem, obawia się, że zakaz tankowania spowoduje, że teamy będę realizować taktykę wyścigową na jeden postój i że możliwości strategiczne na tym stracą. Domaga się (proponuje?) żeby zmusić stajnie do dwóch postojów. Z daleka pachnie oparami mocno spalanej benzyny. Czyżby kłopoty z oszczędnymi silnikami?

Paradoks polega na tym, że oba te niedorzeczne (moim zdaniem) pomysły doprowadzają w gruncie rzeczy do tego samego. Nie wyprzedzanie na torze w walce bolid w bolid będą kreować atrakcyjność F1, ale wydumane na siłę pseudo rozwiązania uatrakcyjniające Formułę dla sponsorów ze Wschodu, a nie dla kibiców wyścigowych. I jak mantrę powtarzam, że rozwiązanie - proste - jest na wyciągnięcie ręki. Trzeba sprawić, aby nawet ostatni w stawce walczył do ostatniego zakrętu mając możliwość zdobycia punktu. Za fastest lap lub za przedostatnie miejsce (punkty dla wszystkich).

Zawsze uważałem, że takie coś - tylko bez wspomagania.

PS. Ojca Raj - nie mogłoby raz kotów dopaść?

21:39, bartosz.raj , F1
Link Komentarze (31) »
sobota, 26 grudnia 2009

Jak w tytule - Berniemu Ecclestonowi szczęka opadła na wieść, że Michael Schumacher wraca do F1, bo przecież owszem słyszał jakieś plotki, a o decyzji dowiedział się nawet wcześniej niż cały świat, ale jest to wydarzenie tak wiekopomne, że szef F1 wręcz zamarł z zachwytu.

Nie sposób polemizować z jego słowami, że Schumacher jest kandydatem do mistrzostwa, bo nie ma też żadnych danych i faktów, które mogłyby tę śmiałą tezę zniszczyć, albo też na odwrót - wynieść na ołtarze prawdy. Na pewno Schumacher ma dużo większe szanse nie kończyć wyścigów w ogonie niż to miałoby miejsce w 2009 r. kiedy szykował się do zastąpienia rannego Felipe Massy. Nieprzygotowany do jazdy bolidem, którego tylko na oczy widział, ale już pojeździć nim nie mógł, skazywałby się na pośmiewisko.
Wciąż powtarzam, że jedynym który uporał się z bolidem bez jego testowania był w 2009 r. Kamu Kobayashi (złośliwi mówią, że przez japoński brak wyobraźni), polegli Fisichella, Badoer, Grosjean, Alguersuari... Wciąż też twierdzę, że Schumacher podjął wtedy świadomą decyzję, ale nie wynikającą w 100 proc. z obaw o stan kontuzjowanego karku.

Schumacher, Mercedes

Dziś jest w sytuacji zupełnie innej. Wraz z całym zespołem przejdzie cały cykl przygotowań do sezonu 2010. Będzie mu i tak ciężko z tymi mistrzami, którzy jeżdżą 2-3 sezon na zmieniających się maszynach. Taki Hamilton, Vettel, Button, czy Massa i Alonso nie dadzą Schumacherowi podium za darmo. Są też tacy, którzy wieszczą, że Ross Brawn i w tym roku nie rozdzieli foteli pierwszego i drugiego kierowcy w swojej stajni (w Brawn GP Button i Barrichello rywalizowali do końca), aby Nico Rosberg nie musiał przepuszczać Schumachera i sam rywalizował o tytuł.

Ale w jednym Ecclestone ma rację i to rzeczywiście może być powód owej opadającej szczęki. Schumacher jak nikt inny na świecie zmotywuje zespół od dokręcacza śrubek po dyrektora technicznego do harówki 24 godz. na dobę nad konstrukcją super bolidu. Taka maszyna powstanie na pewno, ale czy da Mercedesowi przewagę już na starcie nad McLarenem i Ferrari? Przecież ich tez powrót Schumachera zmotywował.
Rywalizacja tej trójki dodatkowo wzmożoną konkurencją brytyjsko-niemiecką będzie wydarzeniem 2010 r., a nie sam powrót Schumachera - jeśli miałbym dywagować.

Czy Mercedes wygra GP Bahrajnu. Zagraj w to! Zarejestruj się, typuj wyniki i zgarnij bonus!

Ojca Raj: Czy znów trafi się poród 1.1??? Więcej tutaj...